Cytaty
Ostatnie zapytanie wykrzyknęła najgłośniej, jakby w oczekiwaniu odpowiedzi. Gdy zaś nikt nie odpowiedział, a szeregi szły dalej za szeregami, wyjaśniła tajemnicę groźnego pytania:
Koło stołu już było luźniej. Pani Wielosławska pociągnęła syna Hipolita do swego pokoju. Dwie ciotki widząc, że humory są już niezwykłe, wysunęły się z jadalni. Został na placu wujcio Michał, który teraz dopiero dorwał się do opowieści o swym potwornym krachu, o łatwowiernie i lekkomyślnie zawartej spółce węglowej z dwoma Żydami, braćmi Kminkami... Cezary słuchał, wzruszał się perypetiami procesu, potakiwał, przerażał się, nawet groził Żydom Kminkom. Księżunio Anastazy pociągał ze swego kieliszka - a był to jeden z tych większych - otwierał i składał pulchne dłonie i nadrabiał miną, że się historią wujcia Michasia przejmuje. Po prawdzie rad by był parsknąć żywym śmiechem i uderzyć wujcia po kolanie albo i po palcach - a tu, jak na złość, sens opowieści był tragiczny - nawet tragiczny, jak mówił wujcio Michaś. Pomidorek czekał tedy cierpliwie końca, jak na sługę bożego i człowieka dobrego wychowania przystało, choć wiedział, że ta termedia nie ma wcale końca. Skończy się wzdychaniem, chlipaniem i ucieraniem wezbranego nosa. Cóż by dał za to, żeby ktokolwiek przerwał albo cokolwiek przerwało banialukę familijną o tych Kminkach z piekła rodem, którą słyszał już kilkaset razy! Karusia przyszła z odsieczą.
Ale Cezary popadł w zajadłość furii. Nie wiedział, co robi. Obrócił momentalnie szpicrutę w ręce: ujął ją za twardą, okrągłą rączkę i raz, drugi raz usiłował dosięgnąć Barwickiego poprzez rozkrzyżowane ręce Laury. Barwicki, ogłuszony poprzednim uderzeniem, słaniał się poza narzeczoną.
|